|
google.pl -tam sa jego zdjecia-wpisac otto schimek
Odmawiam wykonania rozkazu Mała wioska koło Tarnowa - Machowa stała się znana dzięki bohaterskiemu Austriakowi. Na machowski, bowiem cmentarzu znajduje się Jego grób, na którego pomniku czytamy polsko-austriacki napis. Mówi on nam, że Otto Schimek stracony został, przez Wehrmacht w 1944 b] Ponieważ wzbronił się strzelać do polskiej ludności. We wczesnych godzinach rannych 14 listopada 1944 r.[/b] Tuż przed rozstrzelaniem 19-nastoletni wiedeńczyk pisał swój pożegnalny list do rodziny. Nieco później w Lipinach, trafiły go kule karabinowe plutonu egzekucyjnego. Otto padł na kolana, ale żył jeszcze. Wyzwolił go dopiero dodatkowy strzał w głowę. Otto normalnym zwyczajnym chłopcem wiedeńskim. Zastanawiam się tylko skąd ten wiedeńczyk nabrał tyle męstwa, aby powiedzieć nie. Takie - nie! Skąd miał tyle wiary i miłości Boga i bliźniego? Jakimi metodami musiała wychowywać go matka, biedna szwaczka. Że potrafiła zaszczepić w jego sercu tyle bohaterskiej miłości? W kaplicy chrzcielnej w kościele św. Leopolda ma tablicy marmurowej wyryte jest nazwisko Ottona. Zdumiałem się- a może Bóg chce, aby właśnie dziś pokazać jego postać światu, całemu światu, wszystkim, ale szczególnie na Zachodzie, społeczeństwu Wiednia, młodzieży austriackiej, polskiej i niemieckiej. A w Polsce? Na jego grobie naręcza kwiatów, polskie i austriackie chorągiewki i pali się ciągle światło i są karteczki z prośbami i podziękowaniami. Uważają Go tutaj za orędownika u Boga i czczą Go. Otto Schimek urodził się w Wiedniu 5 maja 1925 r-W 17-nastym roku życia powołany został do wojska, był, bowiem rosły i silny. Kiedy odjeżdżał do wojska cała nasza kamienica przyszła go pożegnać. Był bardzo miły lubiany przez wszystkich. Podczas urlopu opowiedział w sekrecie, że stara się nie strzelać do ludzi. Mam czyste ręce- mówił do matki. I nie będę nigdy strzelał... strzelam obok, w górę manipuluje przy karabinie. Przecież wiem, że Ci ludzie chcieliby wrócić do domu, tak jak ja chcę wrócić. Oczywiście w wojsku takie sprawy się nie ukryją. Zauważono, że Otto markuje strzelanie. Doniesiono dowództwu. Ostrzegano Ottona. Grożono karą, karano. Nic nie pomagało. Otto już wtedy odmówił wykonania takiego rozkazu. Poszła skarga do Berlina. Ottona osadzono w areszcie. Było to w okolicy Dębicy w podziemiach jakiegoś zamka czy dworu. Otto czekał na wyrok. Udało mu się jednak uciec z aresztu. Pomogli koledzy Otto był lubiany. Schwytano go jednak na terenie Czechosłowacji. Odtransportowano z powrotem. Skatowano go do nieprzytomności, ponownie osadzono w prowizorycznym areszcie. Tam czekał na śmierć. Tam tez odwiedzał go kapelan wojskowy, o którym wspomina w swoim pożegnalnym liście. Właśnie w czasie w okolicy Dębicy kampania Ottona miała rozstrzelać nową grupę polskich zakładników. Dano mu ostatnią szansę. Będziesz strzelał może cię Berlin ułaskawi. Możesz się jeszcze uratować- Nie stanowczo nie. Jestem żołnierzem i będę walczył z wrogiem. Nie będę jednak nigdy strzelał do niewinnych ludzi. Jestem chrześcijaninem i mam sumienie, dlatego musze odmówić wykonania takiego rozkazu! Otto zginął wczesnym listopadowym rankiem, kiedy w Tarnowie i Dębicy i Machowej słychać było już ostatnie strzały cofającego się niemieckiego frontu. Widocznie ktoś z przyjaciół Ottona z kampanii a może nawet sam kapelan wojskowy poinformował potajemnie rodzinę w Wiedniu o tarapatach Ottona i o grożącym mu niebezpieczeństwie. Matka Ottona napisała błagalny list do dowództwa o litość dla syna. Niestety list przyszedł po wykonaniu wyroku. Odesłano go do Berlina. W odpowiedzi nakazano pochować Ottona w jakimś pobliskim cmentarzu. Ekshumowano ciało i pochowano na cmentarzu w Machowej. Matka Ottona żyła w ciągłym niepokoju. Nie miała żadnej wiadomości od syna. Nie miała żadnej odpowiedzi na swój list. Nie wiedziała, ze Otto już nie żyje, że nigdy już nie napisze ani jednego słowa. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia posłała córki do komendy w Wiedniu. Pułkownik, którego pierś zdobiły liczne odznaczenia powiedział do Elfrydy, siostry Ottona: Taj jest tu coś- ten wypadek dobrze pamiętam. Jednym ruchem ręki wyciągnął akt mieszczący się w osobnym rejestrze i ze stoickim spokojem przeczytał: „ Otto Schimek został stracony za tchórzostwo wobec wroga.” Pytam panią Elfrydę siostrę Ottona, skąd otrzymaliście tę wiadomość, jaką drogą doszedł do nich list. Odpowiada krótko i zwięźle: „ Z początkiem stycznia 1945 r. Już po rozgromieniu armii niemieckiej na terenach Polski, poczęli się zjawiać w Wiedniu rozbitych jednostek. Kilku z nich odwiedziło matkę. Ja mieszkałam już osobno. Oni to opowiedzieli szczegóły. Któryś z nich oddał list. Ktoś na skrawku papieru narysował prowizoryczny plan Machowej, cmentarza i zaznaczył miejsce grobu. Oczywiście ludzie ci zniknęli jak duchy, bo przecież w Wiedniu byli jeszcze Niemcy. Dopiero później zaczęliśmy szukać grobu Ottona przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Mimo, że podaliśmy dane- nic. W 1965r. zmarła matka. Przed śmiercią prosiła abym nadal szukała grobu Ottona, tak jej zależało by syn pochowany był w poświęconej ziemi. I tak nie znając polskiego języka, z małym skrawkiem papieru wybrałam się do Polski. Nie umiałam nawet przeczytać nazwy miejscowości. Wiedziałam tylko, że leży gdzieś blisko Tarnowa. Dobrzy ludzie w Polsce pomogli. Znalazłam i wieś i cmentarz i grób. Wzruszony czytam oryginał listu pożegnalnego, zaadresowany jest do brata Rudolfa. Otto chciał widocznie, aby matkę powoli przygotowali najbliżsi na przyjęcie strasznej wiadomości. List datowany dnia 14 listopada 1944r.
Kochany Rudi! Pozdrawiam Ciebie jak również Mamę, Friedę.. po raz ostatni, ponieważ dzisiaj odchodzę do Boga w Niebie, gdzie czeka mnie już Ojciec. Przy zmartwychwstaniu zobaczymy się znowu w niebie. Przede wszystkim dziękuję mojej kochanej Mamie za wszystko dobro, które dla mnie uczyniła. Oby Bóg Was wszystkich strzegł byście przyszli do nieba. Nie płaczcie odchodzę szczęśliwy! Jeszcze raz serdecznie was pozdrawiam, może Bóg obdarzy Was wkrótce pokojem, a mnie da szczęśliwe wejście do nieba. Ja wiem, że w każdym razie jestem już w ręku Boga. Jestem radosny, serdecznie wzruszony, co bowiem mam do stracenia? Nic jak tylko moje biedne ciało. Duszy jednak zabić nie mogą, to nadzieja. Na brzegu listu dopisał. Kapelan wojskowy był u mnie, ze mną się modlił i przygotował na ostatnią drogę. Ten artykuł napisał Ks. Bolesław Saduś Wydrukowano: Przewodnik Katolicki nr 26
|