Czy to w jakiś sposób przeczy zmienności praw fizyki?
Przepraszam bardzo, ale punktem wyjścia był konserwatyzm. Gdyby moje tezy o konserwatyźmie przyjąć na poważnie:
Swoją drogą, postawy konserwatywne są interesujące same w sobie.
Przecież jak uczy nas życie, historia i nauki przyrodnicze, na tym świecie jedyną stałą jest zmienność - to sprawia że konserwatyści są z góry skazani na porażkę. Jeżeli robią to świadomie, to można by to nazwać postawą wręcz heroiczną.
Co zabawne, kiedy już status quo się zmieni, nastaną nowi konserwatyści którzy będą z poświęceniem bronić tego, co kiedyś zwalczali ich konserwatywni protoplaści.
trzeba by przyjąć, że konserwatyzm zabrania badań naukowych, bo grozi to zmianą praw fizyki, zaiste ciekawe, ale będą jeszcze następne kwiatki.
Byt w sensie kolektywnym, więc kulą w płot.
Można by polemizować, bo dla Parmenidesa byt był tylko jeden, ale niech i tak będzie. U Arystotelesa też? Też byt "w sensie kolektywnym"? Co jest ważniejsze? Forma czy materia? Istota czy przypadłości, np. człowieka. Chcąc zdefiniować pojęcie "człowiek" musimy się skupić na tym co w nim istotne, na tym co wspólne każdemu człowiekowi. Nie interesuje nas kolor jego włosów, wzrost, szczegóły, przypadłości właśnie. Interesuje nas to co niezmienne, wspólne, inaczej definicja pojęć byłaby niemożliwa. W związku z powyższym:
Biorąc pod uwagę jak niewiele wtedy wiedziano o świecie, takie spekulacje byłyby w pewnym sensie usprawiedliwione.
Wobec obecnego stanu wiedzy i przy założeniu sprawności intelektualnej spekulującego - już nie.
zdanie to traci jakąkolwiek wartość. Najpierw trzeba coś zdefiniować, czyli określić jego stałe cechy, potem dopiero badać to "coś" dalej. Bez tego założenia nasz "rozwój wiedzy o świecie" nie byłby możliwy.
Słyszałeś o kreacjonistach?
Aha, czyli konserwatysta musi być kreacjonistą, no ciekawe, ciekawe.
Tak "wyłożony" konserwatyzm może być co najwyżej postawą osobistą a i tak raczej jej karykaturą i może mieć zastosowanie w języku potocznym: ktoś jest "konserwatywny" bo nie lubi wokół siebie zmian, nie lubi przemeblowań, zmiany adresu, malowania pokoju na inny kolor itp. Chyba mieliśmy na myśli konserwatyzm jako pogląd polityczny, no nie?
Zatem zarzut o stworzeniu sobie kukły, parodii pojęcia w celu wykpienia czegoś innego podtrzymuję. Konserwatyzm np. podkreśla niezmienność norm moralnych i ich znaczenie, bo postęp moralny nie istnieje.
A tak na zakończenie: największą zakałą we wszelkich polskich dyskusjach publicznych są mędrkowie, którzy liznęli trochę angielskiego i jakiś kurs u przygłupa-epigona neopozytywizmu i kompletnie stracili szacunek dla tubylców:
wpada oczadziały Filip z konopii i pierdzieli o bogu bez związku z tematem.
Obywatelu, nie pieprz bez sensu.
Wyłożone powyżej zarzuty wobec konserwatyzmu są tak idiotyczne, że nawet "gówno nie filozof" nie ma problemu w rozprawieniu się z nimi. Prwadziwy filozof nie chce nawet polemizować z takimi bździnami...